Opowiadanie
Ten ktoś.
- Powitania z góry. Pozdrawiają Piotr, Paweł i Michał.
- Lucek z dołu, pozdrawia tych z góry.
Zawołał na to, mężczyzna w palarni, po czym zaśmiał się złowieszczo, ciągle dopalając papierosa.
U nas ciepełko i dobra zabawa, a u was. Pewnie ciągle zdrowaśki.
- Ja już nie chcę tego słuchać.
- Hola, hola. A ty dokąd tak pędzisz. Diabła żeś zobaczyła, czy co? Pamiętaj przed własnym sumieniem nigdy nie zdołasz się ukryć. Ono zobaczy cię nawet w ciemności. I powie to ja. Zapewne już dawno o mnie zapomniałaś. Ale przyszedłem. Nadal tu jestem. W tym samym miejscu. W którym mnie porzuciłaś.
- A tobie, gdzie tak spieszno. Nasze towarzystwo ci nie odpowiada?
- Chcę stąd wyjść. Wiem zrobiłam źle. Zgrzeszyłam. Ale chcę wrócić do mamy. Do domu.
Nie jestem taka jak wy. Ja mam, gdzie wrócić. Ja mam mamę. Mam dom.
- Gdzie ci wszyscy anieli. Gdy pomimo wojny, żagiel nadziei w oddali się bieli? - Ale czego oczekuję od ludzi, których znałam. Przecież w Tobie też nie dostrzegli Syna Bożego. A przecież tak nie wiele potrzeba. Wystarczy odrobina miłosierdzia. Wystarczy, że domem jest ktoś.
- Chcesz zadzwonić do domu?
- Do mamy?
- Tak do mamy. Bardzo długo na ciebie czekała.
- Mama, mama.
Jeszcze raz mnie naucz. Jak kroki stawiać.
- Mama. Mama.
- Nie martw się teraz już będzie dobrze.
- Jeszcze chwilę. Zapomniałabym.
- To twoje wiersze. Prawda?
- Tak. Były ze mną. Zarówno wtedy, gdy byłam silna. Tak jak i wtedy, gdy potrzebowałam pomocy.
Nigdy nie byłam wojowniczką
- Nikt, nigdy tego od ciebie nie oczekiwał.
- Ja wiem. Ale sama chciałam. To znaczy próbowałam. Możesz zaprowadzić mnie teraz do Boga. Wydaję mi się, że jestem już gotowa.
- Po to tu jestem.
- Wiersze. Były ze mną. W zdrowiu i w chorobie. W chwilach bólu i tęsknoty. Ale i w chwilach radości. Zupełnie jak mama. Były darem od Boga. Dowodem Jego miłości. Dzięki nim czuję, że jestem człowiekiem.
- Nie martw się już niczym. Tego, co przez całe życie z sobą zabrałaś. Już ci nie potrzeba. Aniołowie dadzą ci w niebie skrzydła i powiedzą.
- Witaj nareszcie wśród nas. Tutaj nie doznasz, już żadnych trosk, trudów i zmartwień.
Tutaj inaczej odmierza się czas. - właśnie takimi słowami przywitał mnie jeden z aniołów.
Gdy dotarłam już schodami na górę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz