czwartek, 22 stycznia 2026

Ten Ktoś.

 Opowiadanie 


Ten ktoś.


- Powitania z góry. Pozdrawiają Piotr, Paweł i Michał.


- Lucek z dołu, pozdrawia tych z góry. 

Zawołał na to, mężczyzna w palarni, po czym zaśmiał się złowieszczo, ciągle dopalając papierosa.

U nas ciepełko i dobra zabawa, a u was. Pewnie ciągle zdrowaśki.


- Ja już nie chcę tego słuchać. 


- Hola, hola. A ty dokąd tak pędzisz. Diabła żeś zobaczyła, czy co? Pamiętaj przed własnym sumieniem nigdy nie zdołasz się ukryć. Ono zobaczy cię nawet w ciemności. I powie to ja. Zapewne już dawno o mnie zapomniałaś. Ale przyszedłem. Nadal tu jestem. W tym samym miejscu. W którym mnie porzuciłaś.


- A tobie, gdzie tak spieszno. Nasze towarzystwo ci nie odpowiada?


- Chcę stąd wyjść. Wiem zrobiłam źle. Zgrzeszyłam. Ale chcę wrócić do mamy. Do domu. 

Nie jestem taka jak wy. Ja mam, gdzie wrócić. Ja mam mamę. Mam dom.


- Gdzie ci wszyscy anieli. Gdy pomimo wojny, żagiel nadziei w oddali się bieli? - Ale czego oczekuję od ludzi, których znałam. Przecież w Tobie też nie dostrzegli Syna Bożego. A przecież tak nie wiele potrzeba. Wystarczy odrobina miłosierdzia. Wystarczy, że domem jest ktoś.


- Chcesz zadzwonić do domu?


- Do mamy? 


- Tak do mamy. Bardzo długo na ciebie czekała.


- Mama, mama.

Jeszcze raz mnie naucz. Jak kroki stawiać.


- Mama. Mama. 


- Nie martw się teraz już będzie dobrze.


- Jeszcze chwilę. Zapomniałabym.


- To twoje wiersze. Prawda? 


- Tak. Były ze mną. Zarówno wtedy, gdy byłam silna. Tak jak i wtedy, gdy potrzebowałam pomocy. 

Nigdy nie byłam wojowniczką 


- Nikt, nigdy tego od ciebie nie oczekiwał.


- Ja wiem. Ale sama chciałam. To znaczy próbowałam.  Możesz zaprowadzić mnie teraz do Boga. Wydaję mi się, że jestem już gotowa. 


- Po to tu jestem.


- Wiersze. Były ze mną. W zdrowiu i w chorobie. W chwilach bólu i tęsknoty. Ale i w chwilach radości. Zupełnie jak mama. Były darem od Boga. Dowodem Jego miłości. Dzięki nim czuję, że jestem człowiekiem.


- Nie martw się już niczym. Tego, co przez całe życie z sobą zabrałaś. Już ci nie potrzeba. Aniołowie dadzą ci w niebie skrzydła i powiedzą.


- Witaj nareszcie wśród nas. Tutaj nie doznasz, już żadnych trosk, trudów i zmartwień. 

Tutaj inaczej odmierza się czas. - właśnie takimi słowami przywitał mnie jeden z aniołów

Gdy dotarłam już schodami na górę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Ten Ktoś.

 Opowiadanie  Ten ktoś. - Powitania z góry. Pozdrawiają Piotr, Paweł i Michał. - Lucek z dołu, pozdrawia tych z góry.  Zawołał na to, mężcz...